wtorek, 16 grudnia 2008

Deszcz w Granadzie

Wjechaliśmy do Granady, niczym do alpejskiego miasteczka: śnieg na szczytach, zimna mgła, ludzie w wełnianych czapkach - wydawało się, że na ramionach powinni nosić narty. Grudzień. Właściciel pensjonatu, miłośnik Kapuścińskiego ("Kapuczycky'ego"), otworzył nam w szlafroku. - Freedom! - wykrzykiwał, prowadząc nas po schodach. - Freedom y honesty!
Tak to już jest w Granadzie: zawsze dostajesz coś gratis. Do każdego piwa - zakąskę, do pokoju w hostelu - wariata...



Granada w deszczu, Granada płacząca strugami ulewy, potoki wody, płynące po ułożonym z kamieni na sztorc bruku. Ciemnoskórzy sprzedawcy wyszli na ulice handlować parasolami, Cyganki z gałązkami mirtu zaczepiają niemrawo, łatwo je przegnać. Knajpy są pełne po brzegi. W sobotnią noc w Granadzie śpią tylko królowie w Capilla Real. Szalona Joanna ma długie rzęsy z białego marmuru: opierają jej się aż na policzkach - Śpiąca Królewna. I nic nie da się poradzić na to, że Michał Archanioł z obrazu ma twarz Moniki. To po prostu deszcz, deszcz w Granadzie.

3 komentarze:

Monika pisze...

Nie wierze, że te kolory na pierwszym zdjęciu są prawdziwe, żeś tego nie zmalowała...Cudne!!!!

(KK) pisze...

Ech, człowieku małej wiary... Powiedziane jest: "Kto nie widział Granady nic nie widział". Nic żem nie zmalowała, słowo ;)

marcinsen pisze...

Swietny tekst! Szkoda, że tak krótki. Granada jest wspaniałym miejscem i udało ci się uchwycic w paru słowach jej urok. Zapraszama do swojego bloga, do działu "podróże", gdzie zamieściłem swoją relację z tygodnia jaki spędziłem tam na urlopie w marcu tego roku. Pozdrawiam.