Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczury. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 lipca 2012

Gelves. Pasażerowie na gapę

Najmniejszych jaszczurek nie widać, widać dopiero ruch: pryskają czymś wystraszone i człowiek orientuje się, że w jakimś miejscu była mała, chuda, szaro-zielona jaszczurka, czasem z odgryzionym ogonem, który właśnie odrasta. Są też większe jaszczury, długości dłoni, grubsze i solidniejsze, o żabich łapach-przyssawkach. Kilka żyje w naszym ogródku (który nie jest ogródkiem, tylko spłachetkiem uschłej, niepodlewanej od dawna trawy) i wasz korespondent przez dłuższy czas miał to męczące wrażenie, że gdzieś już je widział, aż wreszcie przypomniał sobie wielkiego jaszczura z Parku Güell i odtąd może już spać spokojnie. To było tam.


Nasz ogródek (który nie jest ogródkiem, tylko czymś w rodzaju ogrodzonego kawałka stepu) służy też za miejsce ostatniego spoczynku starych sof. Carmen, właścicielka naszego domku, wystawiła je tam niefrasobliwie, by rozpadły się od słońca i wiatru (bo przecież nie od deszczu). Tkwią więc na płytkach tarasu W jednej mieszka mysz, która wychodzi o zmroku. To duża mysz, z długim ogonem i sterczącymi uszami - szczur właściwie. Buszuje w sofie, łazi po murze głową w dół, a jeśli siedzimy naprawdę cicho i spokojnie, z przygaszonym światłem, podchodzi do drzwi balkonu i zagląda do środka. Staramy się jej nie przeszkadzać. Mieszka tu dłużej od nas.




czwartek, 4 lutego 2010

Zagubieni wśród pagórków














- Za. Kilometr. Skręć w prawo - powiedziała Erica. - Dwadzieścia. Trzy. Kilometry. Do celu.
Drogowskaz obwieścił zjazd z autostrady. Nazwy miast brzmiały obco, ale ominęliśmy już Barcelonę i miejsce wydawało się właściwe.
- Za. Sto metrów. Skręć w prawo - powtórzyła Erica.
Ustawiliśmy się na pasie do zjazdu.
- Swoją drogą to ciekawe, że w hiszpańskim przewodniku po Katalonii nie ma słowa o tym El Puig... A w tym stary, który przywieźliśmy z Polski, tym po całej Hiszpanii, jest cały podrozdzialik.
- Pytałem nawet Katalończyków o te szczury, ale mówią, że nic nie słyszeli.
- Dziwne. Zwłaszcza, że tu piszą, że w tym miasteczku jest jakiś super słynny klasztor i coś tam jeszcze...
- Na rondzie lekko w lewo - odezwała się Erica. - Trzeci. Zjazd.
- ...ale to El Puig z przewodnika chyba nie jest tym naszym El Puig. Nie ma słowa o fieście. A poza tym leży 15 km od Walencji.
- Od Walencji? To jest jeszcze jakieś 300 km stąd.
- Dziesięć. Kilometrów. Do celu - oznajmiła Erica. - Za. Sto. Metrów. Skręć w prawo.
- A skąd ty właściwie wiesz, że to jest tutaj? Te szczury?
- No, jak to skąd? Z googli. Wrzuciłam El Puig w google maps. Wyskoczyło tylko jedno. W atlasie nie ma, bo to chyba bardzo mała wiocha. A Erica skąd wie?
- Sama znalazła.
- No, to przynajmniej mamy dwa niezależne źródła informacji...
- Za. Czterdzieści. Metrów. Skręć w lewo. Pięć. Kilometrów. Do celu - powiedziała Erica.
- Tu mam skręcać...? W tą ziemną...?
- Jedź, może znowu ma jakiś skrót.
- Za. Sto. Metrów. Skręć w lewo.
- Tutaj...?


Do rzeki nie wjechaliśmy (do Walencji też nie). Ale odtąd już wierzę we wszystkie opowieści o kierowcach tirów, wpadających do jezior i inne kawały o GPS-ach. Zaś obrzucanie tłumu szczurami obejrzeliśmy sobie - o, dzieci internetu - na YouTube. Czego i Państwu życzę:

http://www.youtube.com/watch?v=t5lTvY6JVLI

PS. A el puig, znaczy po katalońsku "pagórek".

poniedziałek, 18 stycznia 2010

A wracając do najniebezpieczniejszych fiest...

  ...to w ostatnią niedzielę stycznia, w odległym o kilkadziesiąt kilometrów od Barcelony miasteczku El Puig, podczas uroczystości ku czci św. Pedro Nolasco, zgromadzonych obrzuca się zdechłymi szczurami. Jechać...?