"Równina rozciąga się wokół, sucha, gorąca, spalona, zakurzona. Nagłe burze pyłu podnoszą się na płaskowyżu i pędzą zawrotnie wzdłuż dróg. Nie ma drzew ani fontann. Żniwa dobiegły końca; pola mają kolor żółci, ochry, sieny palonej..." - pisze Azorin o Kastylii, tej naszej. Jest jeszcze ta nie nasza, nigdy nieodwiedzona Kastylia i León, z Salamanką, Burgos, Valladolid, Segowią... A dalej jest zielony Kraj Basków, zalesione pagóry i morze. Jest jeszcze dużo miejsc, które chcielibyśmy zobaczyć. Być może to nasza ostatnia na długo tak wielka podróż po Hiszpanii. Spakowaliśmy paellerę, szklanki do cafe solo i nowiutki komplet noży z Albacete. Znów mieścimy się z całym dobytkiem w samochodzie. Jedziemy. Przez najbliższe dwa tygodnie po Septimo Piso może hulać wiatr. Mam nadzieję, że nie naniesie tu za wiele kastylijskiego pyłu...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trzecie piętro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trzecie piętro. Pokaż wszystkie posty
piątek, 12 sierpnia 2011
poniedziałek, 3 stycznia 2011
Ostatni będą pierwszymi
Siódme Piętro wita w 2011, a ja składam Wam zaległe życzenia Wesołych Świąt (na pewno takie były!) oraz Szczęśliwego Nowego Roku (na pewno taki będzie!). Oby przyczynił się do tego caganer, którego przywieźliśmy z Girony.
Caganer musi znaleźć się w każdej katalońskiej szopce bożonarodzeniowej. Przykuca sobie gdzieś w kąciku i robi kupę. Użyźnia w ten sposób ziemię, stając się symbolem płodności, obfitości i wszelkiej pomyślności w Nowym Roku. Szopka bez niego jest pechowa. Nasz caganer jest tradycyjny (i płaski, gdyż w rzeczywistości jest magnesem na lodówkę), ale w sklepach przed Świętami sprzedaje się gipsowe figurki znanych ludzi w niedwuznacznej pozie i z obnażonymi pośladkami (oraz kupą poniżej). Zostać sportretowanym jako caganer to dowód sympatii i uznania, a swojego "defekatora" mają m.in. Obama, Messi, król i królowa Hiszpanii, Putin, Einstein i Dalajlama. Kilka lat temu Watykan, który w pełni akceptuje katalońską tradycję, zatwierdził też figurkę wypróżniającego się Benedykta.
A zatem - obfitości!
EDIT: A tu można sobie obejrzeć Benedykta i Einsteina, jeśli ktoś ma wolę --> clik!
EDIT: A tu można sobie obejrzeć Benedykta i Einsteina, jeśli ktoś ma wolę --> clik!
poniedziałek, 8 marca 2010
Falstart
Na wczorajszym, ekhem, wiosennym spacerze znaleźliśmy łączkę. Łączka była nieduża, równiutka i wręcz wymarzona na bitwę na śnieżki. Taką prawdziwą bitwę, z barykadami ze śniegu i stertą ulepionych na zapas kulek. Tylko, że tu przecież nigdy nie pada śnieg! I zresztą mamy już wiosnę...
Śnieg zasypał dziś całą Katalonię, zablokował autostradę do Francji i cztery inne główne drogi oraz zapewnił 38 tysiącom uczniów przymusowe ferie. Podobno w Osonie leży już 20 cm puchu. Podobno w Gironie temperatura ma spaść do minus dziewięciu. Podobno zdarza się to raz na jakieś trzy, cztery lata...
Miasto nam wymarło. Śnieżna burza trwa od rana. Knajpy są puste, kto może, nie wyściubia nosa z domu, a po ulicach krążą tylko szaleni i całkiem przemoczeni fotografowie, próbujący upolować jakiegoś zapomnianego przechodnia i nie wpadać zbyt często na siebie nawzajem. Na Trzecim Piętrze światło mruga, sieć się rwie i nie wiem nawet czy uda mi się opublikować tego po...
sobota, 16 stycznia 2010
Trzecie piętro
Trzecie piętro jest takie... północne. W kominie wyje wiatr. Nieustająco: hu-huu, huu-huu! Gdzieś niedaleko, ponad dachami słychać dzwon. Odzywa się o kwadransach, półgodzinach, dłuższą melodią wygrywa pełne godziny. Brzmi metalicznie, blaszanie, jakby trochę zieloną śniedzią, może to zegar, nie dzwon?
Zza okna widać kamień i krzak. Nieduży ten krzak, rachityczny, ale zawzięty. Rośnie ze szczeliny w murze, tuż przy dachu. W rynnie obok ma kolegów - równy rządek chwastów-samosiejek, wysokich, chudych, patyczastych. Poza nimi widać tylko kamień, wszędzie, a one kołyszą się na wietrze, w rytm zegara-dzwonu. I leje. Huu-huuu!
W kamieniu, tym za oknem, wyrzeźbione są uliczki. Wąskie. Jednakie. Jeśli przyjrzeć się bliżej, widać, że we wszystkich tkwią maleńkie muszelki, mniejsze niż pół paznokcia.
- Dawniej Girona była morzem - mówi Joseta. Wiem, jak się pisze jej imię, ale nie umiem go przeczytać. I wielu innych rzeczy jeszcze nie wiem, nie umiem. Cudzoziemiec, który pomieszkał na południu Hiszpanii, tu czuje się cudzoziemcem podwójnie: z obywatelstwa oraz z języka. I jeszcze trochę z przyzwyczajeń. Trzeba się (od nowa) nauczyć: nie kruszyć przy jedzeniu, nie dziwić wodzie w rzece, wymawiać s na końcu wyrazów, żadne muchaa graciaaa, nie, nie. Najlepiej merci.
Zza okna słychać zegar-dzwon. Trzeba będzie się dowiedzieć: skąd ten dzwon? Z jakiego kościoła? Z której wieży? Ile ma lat? Wiele rzeczy jest jeszcze niepewnych. Pewne jest jedno. To nie wiatr tak nam huczy w kominie. Huu-huuu?
To tylko lodówka.
czwartek, 14 stycznia 2010
Cztery piętra w dół, czyli ¡Adios Cartagena...!
Ostatniej nocy na Siódmym Piętrze zepsuł się grzejnik. Nagle, gdzieś u spodu, zrobił się wielki bąbel z emulsji, zadymiło, zaśmierdziało... To był dobry grzejnik. Ogrzał nas w wiele lodowatych nocy, kiedy zimno wciskało się przez cienkie ściany i nieszczelne okna. A na koniec spłonął. Tak się z nami pożegnał. Wiedział, że nie zabierzemy go ze sobą.
Cartagena - to w ogóle było dobre miejsce. Będziemy za nim tęsknić. Za kuchnią, obklejoną taśmą na karaluchy. Za windą, w której trzeba podskoczyć, żeby ruszyła. Za piachem z Sahary, pokrywającym samochód po każdym deszczu. Za sąsiadami. Będzie nam brakować niekończącego się pisku sprzęgła, kiedy Dziadek przestawiał swojego mini-fiacika na najszersze miejsce parkingowe, starannie i długo szukając dla niego odpowiedniej pozycji, by potem, już w ciszy, delikatnie omieść karoserię miotełką i wypolerować. Będzie nam brakowało przerażonych spojrzeń Morosa, w popłochu zamykającego okno na widok naszego prania. Będziemy tęsknić za gardłowym "Jooooseeee!" Kobiety z Żółtego Peugeota i niecierpliwym "Que?" Josego z czwartego piętra. Na zawsze zapamiętamy szarego i rudego kota, które zalęgły się w palmie i zrujnowany bar Paco w przeznaczonej do wyburzenia ruderze na przeciwko uniwersytetu. Trzymaj się Paco, nie daj się zburzyć, kiedyś wpadniemy jeszcze na kawę!
Tak, będziemy tęsknić za Siódmym Piętrem, bo Trzecie... Trzecie jest zupełnie inne. A zatem? Cztery piętra w dół, 750 km na północ i całkiem inny język. A zatem adiós Cartagena...
środa, 13 stycznia 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)










