środa, 7 stycznia 2009

KMB 2009



I spóźniliśmy się na przybycie Trzech Króli...
O świcie w Krakowie krakały gawrony i padał śnieg. Na Parterze nic się nie zmieniło. Tylko w kuchennym oknie przybyła dziura: dowód na to, że kolejny - chyba już szósty - nowohucki włamywacz połamał sobie zęby i śrubokręt na zabezpieczeniach Dziadka Staszka.
Wieczorem w Cartagenie darły się mewy i wszędzie leżało konfetti. Trzej Królowie zdążyli już opuścić miasto, zostawiając prezenty grzecznym dzieciom. W ostatnim czynnym supermarkecie, na stoisku rybnym, zostały trzy smutne kawałki łososia. Sprzedawca - młody, niski i brązowooki - zważył dwa, rozejrzał się i ukradkiem dołożył trzeci.
- To prezent dla ciebie - wyjaśnił porozumiewawczo. - Un regalo.
A potem, już na Siódmym Piętrze, czekał na nas e-mail.
- Wspominaliście, że chcecie iść na mecz - pisał prof. J. - Akurat tak się składa, że mój brat pracuje w firmie, która dostaje za darmo bilety i sam nie może iść, więc, jeśli dalej chcecie, to za dwa tygodnie Barcelona gra z Deportivo na Camp Nou. Przepraszam, że to tak szybko, ale może nie macie innych planów...
To chyba znaczy, że my też byliśmy grzeczni...?

3 komentarze:

Monika pisze...

a ten przystojniak w czerwonych łaszkach to jeden z trzech króli? przynosi rano, znienacka prezenty zaspanym grzecznym dziewczynkom w przykrótkich nocnych koszulkach?:)

(KK) pisze...

Dokładnie tak! Dawniej mówili na niego Baltazar, ale teraz bardziej popularne jest - Obama ;)

Espresso pisze...

A ja myślałam,że to z bajki INIEMAMOCNI :D