Chyba już dłużej nie mogę się ukrywać :)
Zwłaszcza, że zaraz wszystko i tak się wyda...
Otóż: 10 kwietnia w księgarniach powinna pojawić się moja książka. Ta o Hiszpanii. Ta, która narodziła się dzięki septimo-piso i dzięki temu, że zagrzewaliście mnie - waszego korespondenta - do walki. Bardzo Wam za to dziękuję. Nie byłoby jej bez Was.
"Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty" nie jest przedrukiem bloga, choć najwierniejsi Czytelnicy Siódmego Piętra odnajdą w niej miejsca lub zdarzenia, o których tu wspominałam. To opowieść o Hiszpanii, jaką poznałam w ciągu pięciu ostatnich lat, jeżdżąc ruta por el interior po zapomnianych miasteczkach Kastylii, Estremadury, Andaluzji i Katalonii w pogoni za najbardziej absurdalnymi iberyjskimi fiestami. Tak, jak napisałam w zapowiedzi na stronach wydawnictwa: to zbiór historii z kraju, gdzie ludzie dla zabawy podpalają styropianowe figury większe od domów, a w
święta obrzucają się cukierkami, błotem, zdechłymi szczurami i rzepą. Gdzie w Wielki Piątek bije się w bębny, aż krwawią
dłonie, a czarownice odpędza się ciepłą wódką.
"Pył z landrynek" wydaje Wydawnictwo Czarne. Premiera przewidziana jest na 10 kwietnia. We wtorek między godz. 9 a 12 można posłuchać jak opowiadam o książce w radiowej Trójce.
Mam prośbę. Trzymajcie za mnie kciuki!
