Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żałoba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żałoba. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 listopada 2012

Gelves. Dwa nieba


Wszyscy zmarli z Gelves szli do nieba. Może nie od razu, może musieli poczekać dzień lub dwa, aż załatwi się formalności, odprawi nabożeństwa i inne ceremonie, ale zaraz potem stromą, kiepsko wybetonowaną drogą wędrowali wprost wzwyż, ku niebiosom. Doniesieni na miejsce mieli już na wieki leżeć grzecznie, każdy w swojej szufladzie, i dyskretnie spoglądać w dół, na miasto.


Z góry wszystko widać było jak na dłoni. Przy odrobinie wysiłku można było nawet zobaczyć nasze okno - jedyne niezasłonięte żaluzją okno w samo południe; ziało jak maleńka czarna dziura. Był sierpień, ale zbierało się na burzę, choć nie spadła ani kropla deszczu. Tu, w niebie, żywy był jeszcze tylko ogrodnik w niebieskim kombinezonie, który przyszedł podlać cyprysy. Odgłosy miasta nie docierały na górę. Było biało i cicho, tak, cicho, jakby wszyscy zamarli, oburzeni naszym najściem, więc oboje poszliśmy sobie wreszcie. On odjechał furgonetką, ja ruszyłam pieszo. Chciałam po prostu zejść na dół i zapisać jak nazywają się dzwony naszego kościoła, ale coś mnie podkusiło i skręciłam za cmentarz. Na płaskim grzbiecie góry, wśród oliwnych drzew, stały domy. Były białe, miały podlewane automatycznie ogródki i podjazdy, na których parkowały drogie samochody. Tak, był to jeszcze jeden raj - raj dla bogatych na wzgórzu nad cmentarzem, gdzie czasem sięgał nawet chłodny wiatr. W Gelves, żeby znaleźć się w niebie, trzeba było dobrze zarabiać. Lub umrzeć.


 *
Tej nocy, kiedy podnosiliśmy żaluzje i w mroku nad miastem majaczył ciemny kontur góry, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że w i d a ć mnie. Z góry. Jak na dłoni.


środa, 11 maja 2011

Lorca. Przed


Dziesięć osób zginęło dziś w trzęsieniu ziemi w Lorce. To najpoważniejszy tego typu wypadek od 30 lat w Hiszpanii. Dwa wstrząsy - pierwszy o sile 4,5, drugi - 5,1 w skali Richtera - przyszły o godz. 17 i 18.45. Zawaliła się dzwonnica kościoła San Diego. Najwięcej szkód spowodowały odpadające z budynków gzymsy. 

Kiedy mieszkaliśmy jeszcze w Cartagenie, na "prawdziwym" Siódmym Piętrze, często jeździliśmy do Lorki. Było blisko i bardzo ładnie, a na zamku pokazywali żywe drapieżne ptaki.

W Albacete czuć było tylko drugi, mocniejszy wstrząs. Ale wyłącznie na kanapie. Kanapa falowała jakby ulicą na dole przejechała wielka ciężarówka. Nie brzęczały szyby ani szklanki. Kto stał na podłodze - nie poczuł nic. Teraz na stadionie naprzeciwko lokalna drużyna piłki nożnej remisuje właśnie mecz. Wszystko jest normalnie.

To czwarte trzęsienie ziemi, odkąd jesteśmy w Hiszpanii. Pierwsze, które dało się poczuć.

PS. Zdjęcie jest z 2008 r. To nie ten kościół, który się zawalił.

wtorek, 13 kwietnia 2010

Cicho

- ...wypadek samolotu w Rosji. Żaden z pasażerów nie przeżył - powiedziała pani w radiu na zakończenie serwisu. - Na miejsce tragedii udał się prezydent Putin.
Robiliśmy akurat śniadanie.
- Prezydent Kaszinsky podróżował z małżonką - dodała jeszcze pani z radia i płynnie przeszła do sportu. - A już dziś wieczorem Barcelona zmierzy się z Realem Madryt w Gran Derbi...
Włączyliśmy komputer, żeby zobaczyć jaki związek może mieć podróż Kaczyńskiego z małżonką z katastrofą lotniczą gdzieś w Rosji.
I tak się dowiedzieliśmy.

*
Nie mam cichszych zdjęć. To Semana Santa w Saragossie, procesja w Wielką Sobotę, dzień żałoby, kiedy jeszcze wciąż powinno być cicho.