Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parter. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 maja 2012

Małopolska. W tym sęk!



Jest, jest! Jest piękny, błękitny i jeszcze pachnie farbą drukarską! Zbiór moich reportaży historycznych, pisanych z okazji XIV Małopolskich Dni Dziedzictwa. Dwanaście opowieści z sękiem z Zakopanego, Zubrzycy, Zalipia, Bartnego, Dołęgi i Nowego Sącza. Można go dostać - całkiem za darmo - we wszystkich miejscach, gdzie odbywają się Dni, a także przeczytać on-line (wystarczy kliknąć w zdjęcie). Osobiście polecam wycieczkę - bo miejsca są bajeczne, weekend (ten i kolejny) zapowiada się nareszcie ładny, a w programie imprezy przewidziano m.in. dorabianie piątej klepki, plotki w dawnym maglu, wicie kwiatów z bibuły, projekcję "Zazdrości i medycyny" i wąchanie mazi. Zapraszam i polecam! 

A post hiszpański - poniżej ;)

piątek, 30 marca 2012

Małopolska. Dwanaście miejsc, dwanaście opowieści


W Wygiełzowie, oparta o stajnię, stoi drewniana taczka, która uratowała nogi tatusia pani K. Niedaleko, w odbudowanym dworze, wisi portret, który ocalał z zatopionej Drogini.
W Zakopanem, w stropie willi "Oksza", tkwi belka, na której pewien arcybogaty tłuścioch z wypomadowanymi wąsami wyrył swą miłość do żony. W chałupie Sobczaków (w tym samym mieście) wisi półka na łyżki, której zdarzyło się kiedyś zaświecić w mroku.
W Nowym Sączu, w starym ewangelickim kościółku, na ścianach odkryto liczby, które dawno temu wyznaczały ład świata.
W Łosiach było kiedyś - lecz upadło - imperium czarnej mazi.
W Zubrzycy na haku w ścianie starego dworu wisi gruba, żelazna psia obroża z kolcami przeciw wilkom.
W Zalipiu, w szklanej gablocie, stoi gorset pierwszej damy polskiej sztuki ludowej.
W Dołędze, w dworskim parku, tkwi pniak po wierzbie (której nigdy nie było), w której zbuntowani chłopi przerżnęli piłą dziedzica.
W starej cerkwi w Bartnem jest tyle sęków, ile ludzkich dusz...
 


Miejsc jest dwanaście. Wszystkie będzie można odwiedzić podczas XIV Małopolskich Dni Dziedzictwa Kulturowego, które odbędą się w dwa majowe weekendy (19-20 maja i 26-27 maja). Każde miejsce ma swoją opowieść i swój sęk. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy miałam wielką przyjemność odnajdywać i spisywać te historie. Ucierpiało na tym Siódme Piętro... Ale powstało ponad 140 tysięcy znaków opowieści - dwanaście reportaży, które znajdą się w książeczce, bezpłatnie rozpowszechnianej podczas Dni Dziedzictwa. Jeśli nie macie jeszcze planów na maj, może zajrzycie do Wygiełzowa, Zakopanego, Zalipia, Dołęgi, Łosia, Bartnego, Nowego Sącza albo Zubrzycy Górnej?

Program atrakcji, mapy i informacje o obiektach jest (lub będzie) na stronie: 2012.dnidziedzictwa.pl
Zapraszam w imieniu swoim i organizatorów Dni - Małopolskiego Instytutu Kultury.

wtorek, 1 marca 2011

Septimo-piso Reaktywacja. Kurs na Miasto Noży


Każde piętro, każde miasto ma swoje odgłosy. W Cartagenie, na Siódmym Piętrze, codziennie przed południem słychać było Samochód z Nożami. Oczywiście, na początku nie wiedziałam, że to Samochód z Nożami. Przyjeżdżał regularnie, ustawiał się na krzyżówce, włączał głośnik i nadawał. Za pierwszym razem pomyślałam, że to komunikat o ewakuacji, ale ton głosu spikera uspokajał. Był głęboki, miodowy i apelował o coś z entuzjazmem. Najpierw nauczyłam się tego tak, jak w dzieciństwie angielskich piosenek: na pamięć, jednym ciągiem, bez podziału na słowa. Czysta fraza, melodyjny bełkot. Z czasem zaczęłam wyławiać zrozumiałe wyrazy. Wreszcie komunikat przemówił. - Senores y senoras! - nawoływał z zapałem spiker. - Noże z Albacete! Prosto z fabryki do każdego domu, mieszkania, zakładu pracy! Najlepsze noże prosto z fabryki z Albacete. Nikt nie może się bez nich obejść!
Komunikat leciał z taśmy dwa razy pod rząd. Kierowca Samochodu z Nożami palił w tym czasie papierosa i gawędził z facetem z masarni. Potem rzucał niedopałek na jezdnię, wsiadał za kierownicę i odjeżdżał na sąsiednią uliczkę. "Senores y senoras! Cuchillos de Albacete!" niosło się wąwozem między blokami coraz cichsze i cichsze. Wciąż umiem je na pamięć.
Nigdy nie myślałam, żeby pojechać do Albacete. Nigdy nie było mi tam po drodze. Ale teraz pojadę. Właściwie, kiedy to czytacie, jestem w drodze.
Jeszcze nie wiem na które piętro.

wtorek, 23 listopada 2010

Schody na Parter


Copyright: społeczeństwo. Czasem śmieszno, czasem straszno. Bez autoryzacji. Z notatnika wiecznego podsłuchiwacza. Zapraszam na Parter.

wtorek, 13 lipca 2010

Pogrzeb

Upał z szarego nieba. Takie tam jest niebo - szaro-niebieskie, bez chmur, ale czymś przesłonięte: gazą, firanką, półniewidoczną zasłoną. Coś dzieli człowieka od bezlitosnego błękitu  i jest to jakieś wybawienie, choć jednocześnie przydusza żar przy ziemi. Jest duszno.
Jest gęsto. Od głębokiej, ciemnej, lepkiej, cienistej zieleni.
Jest chłodno. Chłód sączy się z wnętrza kościoła, wycieka kruchtą; jeszcze nie wszedłeś, już go czujesz. I kadzidło. Zawiesiste, dymne kadzidło.

Kościół jest pełen po ostatnie ławki: z odprasowanych koszul, ze stylonowych bluzek wyrastają pociemniałe od słońca szyje, ramiona i karki. To chłopska opalenizna, polna - tak spala się skóra przy żniwach, przy kopaniu młodych ziemniaków, w pokłonie nad ziemią przy zbieraniu truskawek. Wchodzimy, ale nikt się nie odwraca. Trwa różaniec: splecione ręce, pochylone głowy. Głosy jak jeden głos.
- Znaliśmy go wszyscy - mówi ksiądz. - Jako parafianina, jako sąsiada, jako członka rodziny. Ojca. Dziadka. Brata. Znaliśmy go, a dziś żegnamy.

Ten kościół nie jest duży, a przypomina kalejdoskop. Każda powierzchnia i płaszczyzna ma tu swój własny deseń i barwę; kreska jest prosta jak komiks. Na łukach kwitną girlandy maków, po kolumnach pną się bławatki, z tęczy zwisają róże, winne grona i kłosy pszenicy. Fałszywe kolumny są różowe upiornym różowym różem, zwieńczone pseudo-korynckimi ślimakami, które ktoś pomalował na złote złoto. Ciężkie, barokowe ołtarze gryzą się z tym wszystkim jak niemodne meble, oddane ubogiej rodzinie na wieś. Bo to jest wieś. Wiejski kościół. Wiejski pogrzeb.

- Był dobrym człowiekiem - mówi ksiądz. - Dobrym parafianinem. Dawał nam, tu na ziemi, przykład głębokiej i żarliwej wiary. Modlił się często i w skupieniu. Nie opuszczał mszy świętej niedzielnej. A często bywał także na mszy świętej w dzień powszedni. Zawsze miał czas dla Boga i dla Kościoła.
Ksiądz mówi powoli. Krótkimi zdaniami. Oddziela je od siebie przerwą ciszy, jakby się zastanawiał.
- Miał swoje miejsce w kościele - mówi ksiądz i milknie. - Wiemy, gdzie było to miejsce. Będziemy pamiętać, że było jego. On dla nas zawsze będzie tam stał. Dla Kościoła miał otwartą rękę. Angażował się w życie parafii. Nosił feretron. Pomagał układać kostkę brukową przed wejściem do kościoła. Ułożył spory fragment. Można było zwrócić się do niego z prośbą o pomoc, a on zawsze znajdował czas. Wiemy o tym wszyscy, sąsiedzi, mieszkańcy. Pomagał chętnie. Miał radę dla każdego. Interesował się...
Ksiądz mówi jakby czytał z kartki do jakiejś odwrotnej spowiedzi. Jego głos wybrzmiewa w kolorowym kościele, rozbija się o pozłocone kapitele, o drewniane, pokolorowane figury, o grube, powykręcane aniołki, z ołtarzy, o morze ludzkich głów. Trwa obrzęd. Pachnie zawiesistym kadzidłem. Na zewnątrz czeka żar z szarego nieba.

Odzywają się organy i nagle, bez zastanowienia, w kościele wybucha pieśń. To pieśń-skarga, głośna, potężna, śpiewana z pełni płuc, jednym tonem, w którym trudno nawet oddzielić od siebie głosy kobiet i mężczyzn. Stara. Monotonna. Straszna. Ściskająca gardło. Pieśń-jęk.
- Słuchaj Jezu, jak Cię błaga lud - rozlega się w kościele, jak huragan.
Jesteśmy w Polsce. W domu.

***
I to właściwie powinien być pogrzeb Siódmego Piętra. Wróciliśmy. Nie chcę udawać, że piszę z Hiszpanii, siedząc za stołem w Krakowie. Jest jednak kilka rzeczy, które nie dają mi spokoju. Trochę zdjęć, parę historii. Chciałabym jeszcze je opowiedzieć. Są prawdziwe i zdarzyły się w Hiszpanii, ale nie zdążyłam już umieścić ich na septimo-piso. Będą więc opowiedziane stąd, z Parteru. A potem? Jeszcze nie wiem. Na pewno nie zostawię tak tej Hiszpanii... :)

PS.
Jeszcze tylko... ogłoszenie parafialne. Tekst o biegających z bykami jest już na  stronie internetowej Polityki i można go przeczytać o TU.

czwartek, 4 czerwca 2009

Jeśli chodzi o parter...

Siódme piętro jest w Hiszpanii, w Cartagenie. Gdzie jest parter? Otóż parter, na którym przemieszkałam całe dotychczasowe życie, jest w Nowej Hucie - dzielnicy Krakowa, która właśnie obchodzi 60. urodziny. Jest mi niezmiernie miło poinformować, że z okazji tej rocznicy Wydawnictwo Jagiellonia wydaje zbiór moich nowohuckich reportaży "Baśnie z bloku cudów". Książka, wzbogacona o niesamowite zdjęcia Roberta Kosieradzkiego, będzie do kupienia 9 czerwca, wraz z "Dziennikiem Polskim". Na razie tylko w Krakowie, ale, być może, już jesienią...